-----------------------
Żeby przeczytać dalszą część musicie kliknąć na dole posta "Czytaj więcej", gdy będziecie mieli załadowany cały rozdział może chętniej będziecie zostawiać komentarze.
----------------------
Od miesiąca mieszkałam w Bar Harbor. Od kiedy pojawiłam się w szkole, blondynka, która dzieliła ze mną ławkę na języku angielskim gdzieś zniknęła. Wiedziałam tylko, że ma ona na imię Lily.
Zauważyłam, że coś dziwnego dzieje się ze mną gdy czegoś się boję. Ostatnio będąc na polowaniu zgubiłam się w lesie, biorąc pod uwagę prędkość z jaką się poruszam to nic strasznego, bez problemu mogę znaleźć z niego wyjście, ale poczułam czyjąś obecność, wiem, że to głupie, ale miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, czułam coś, czego nie da się wyjaśnić, miałam przeczucie, że to jeden z wampirów, który próbował mnie zabić. Wtedy stało się coś niemożliwego, gdy poczułam jak strach dogłębnie przeszywa całe moje ciało, a wszystkie mięśnie się napinają, zobaczyłam wokół siebie niebieską poświatę. Nie wiedziałam co to jest. Straciłam przytomność, a to nie jest normalne.
Tego dnia umówiłam się z Lar'ą, miałyśmy iść razem na zakupy i do kina. Poznałyśmy się w szkole, gdy Lara dowiedziała się skąd pochodzę zainteresowała się mną, jak się okazało chodziła do tej samej szkoły co ja, ale nigdy się nie znałyśmy, przebywałyśmy w innym towarzystwie. Lara sprowadziła się tu razem z rodzicami. Dziewczyna nie powiedziała mi dlaczego przeniosła się z Miami w takie miejsce, ale nie zamierzam jej o to wypytywać.
Gdy kończyłam odrabiać lekcje zadzwoniła moja komórka.
- Hej. Co jest? - zapytałam odbierając telefon.
- Gdzie ty do diabła jesteś? Stoję pod centrum od pięciu minut, a to ja zawsze się spóźniam. - powiedziała rozżalona dziewczyna.
- Cholera! Lara, przepraszam, byłam pewna, że w umówiłyśmy się na szesnastą. - zaśmiałam się. - Teraz widzisz co mam się z tobą czekając na ciebie.
- Bardzo zabawne. Przyjeżdżaj. Chyba masz samochód?
- Mam, a nie ma o tej porze autobusów?
- Nie ma.
- Dobra zaraz będę. - rozłączyłam się i w ciągu sekundy znalazłam się w garażu. Prędkość z jaką się poruszałam była ogromna, ale i tak nienawidziłam tego czym się stałam. Mogłabym normalnie żyć, ale jakiś krwiopijca zgłodniał i znalazł sobie kolację w postaci mnie. Ledwo to przeżyłam. Co ja mówię?! Ja umarłam, moje serce przestało bić, nie oddycham... Usiadłam za kierownicą mojego samochodu i postanowiłam, że muszę kupić sobie inny. W Miami Porsche jest czymś normalnym, ale tutaj zwróciłoby uwagę wszystkich.
Zaparkowałam samochód w podziemiach centrum handlowego i zadzwoniłam do Lary.
- Gdzie jesteś?
- Już dojechałaś? Tak szybko! Myślałam, że jeździsz jakimś starym złomem skoro tak bardzo boisz się nim pokazać. Siedzimy w kawiarni, zamówić ci coś? - dziewczynę przepełniała pozytywna energia. Zazdrościłam jej tego.
- Nie dzięki. - z żalem pomyślałam o tym wszystkim co mnie omija. Kochałam słodycze, a teraz gdybym tylko zjadła jakiś normalny pokarm zwymiotowałabym po kilku minutach. Po chwili jednak dotarło do mnie co powiedziała dziewczyna. - Jak to siedzimy?
- Przedstawię ci mojego chłopaka, Ian'a. - byłam zaskoczona, po kimś tak otwartym i radosnym jak Lara spodziewałam się, że będę słuchała o jej miłosnych problemach, a ona ukrywała coś takiego.
- Aha... Nie mówiłaś, że masz chłopaka.
- Bo nie pytałaś. Zasuwaj tu do nas.
- Zaraz będę.
Weszłam na piętro gdzie znajdowała się kawiarnia i wtedy stało się coś okropnego. Poczułam krew. Świerzy metaliczny zapach stawał coraz bardziej intensywny z każdym postawionym przeze mnie krokiem. Zaczęłam wariować. Wiedziałam, że jestem głodna, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. To było okropne, a najgorsze było to, że zapach pochodził z kawiarni. To była zwierzęca krew, ale w tym momencie najsilniej odczuwałam zapach krwi Lary. Pachniała tak słodko. To wszystko przez instynkt. To on sprawiał, że najmocniej odczuwałam zapach tej krwi, która wydawała się najlepsza.
- Cześć. - podeszłam do stolika, miałam ochotę rzucić się na dziewczynę.
- Hejka Evelyn, nie mówiłam ci, że Ian tu będzie bo na pewno byś nie przyszła. Coś ty taka spięta? - wściekłam się. Nie mogłam się opanować, a ona mówiła mi, że jestem spięta, jednak mimo tego wszystkiego na chwile oprzytomniałam. Krew zwierzęcia, którą czułam była tutaj najbardziej intensywna. Mogłam doskonale rozróżnić jej zapach, należała ona do młodego, silnego rysia. Nagle oprzytomniałam. Skąd się tu wzięła krew rysia? Dotarło do mnie coś strasznego, chłopak, który siedział z Larą nie oddychał, nie słyszałam bicia jego serca, więc oczywiste było dla mnie to, że jest on wampirem.
- Hej. - chłopak wyciągnął do mnie rękę, którą z nieukrywaną niechęcią uścisnęłam. - Masz rację. Jestem wampirem. Jadłem dziś bardzo pożywny obiad, a ty jak widzę jesteś na głodzie więc lepiej się stąd ewakuuj zanim coś komuś zrobisz. - usłyszałam jego głos w swojej głowie. Nie wiedziałam co się dzieje, a on tylko się uśmiechał. W tamtym momencie go znienawidziłam.